Pamiętam wciąż ten dzień
Jedyny w moim życiu
W tym właśnie dniu twój cień
Zmienił me serca bicie.
Choć tylko kilka słów.
Przerwało wieczorną ciszę.
Ja słyszę je wciąż i znów
Te słowa me serce kołyszą.
Choć nie wiem czy kiedyś jeszcze
Me oczy cię znów zobaczą
Ja w myślaćh cię swoich pieszczę
Upajam się twoją postacią.
I w nawet w tej oto chwili
Czuję jak serce kołacze
I tak jak dziecię kwili
Myśląc czy cię zobaczę.
A gdyby zobaczyło
To w wyobraźni widzę
jakby szczęśliwe było
i tego się nie wstydzę.
Nie wstydzę się też przed światem
wyznać mą miłość do ciebie
Bo nawet gdy myślę o tym.
To czuję się jak w niebie
A jeszcze gdybym mógł
Zawsze cię mieć przy sobie
To tylko wie sam bóg
co jeszcze mógłbym zrobić.
Na pewno radość moja
Już przeszła by granice
Błyszczała by jak zbroja
Jak oczu twych źrenice
I wtedy cały świat
Do stóp bym twoich złożył
I najpiękniejszy kwiat
Do serca twego włożył.
Byś miała go wśród wspomnień
Najdroższa ma dziewczyno
Byś pamiętała o mnie
Choćby już świat zaginął.
Jestem inny
Czy muszę być taki jak inni.
Czy muszę się zgadzać ze światem?
Czy być tacy powinni?
Czy nie mogę być unikatem?
Bo tak się przyjęło na świecie,
że wszyscy z prądem idziemy.
I każdy słucha jak dziecię
jakby był głuchy i niemy.
A przecież każdy jest inny.
Inaczej myśli i widzi.
Nikt nie jest temu winny.
Nie można z niego szydzić.
Gdy chodziliśmy do szkoły
Uczono nas wiele rzeczy.
Mówiono że tylko matoły mogłyby temu zaprzeczyć.
A teraz się okazało że to prawdą nie było
że tylko tak się zdawało i tak się nas uczyło.
Gdy teraz trzeźwo patrzymy, o co w tym wszystkim chodziło
To tak naprawdę wizimy że to niepotrzebne było.
Młodość
Młodość jest taka jak wiosna
Piękna, kolorowa, radosna
Młodość ma jasny wzrok
Pewny pełen wdzięku krok
Młodość nie wymaga wiele
W sercu ma zawsze wesele
Nieraz jest bardzo burzliwa
Zwycięża, lub też przegrywa
Bywa też prozaiczna
Niekiedy nawet tragiczna
Młodość ma swoje prawa
Miłość, rozrywka, zabawa
A jeśli to jest dziewczyna
Wszystko się wcześniej zaczyna
Gdy z pączka zamienia się w kwiat
To chce aby dał jej świat,
Choć trochę szczęścia w miłości
Popłakać, nawet z radości
I chce kochaną być
i więcej nie chce nic
Nogi
No cóż, dwie zwykłe nogi.
Przeważnie od bioder do samej podłogi.
I nic w tym dziwnego, bo to jest to co cieszy każdego.
Gdyby nie nogi jak byśmy chodzili?
Jak byśmy się z miejsca w miejsce przenosili?
Niby to prosty bo każdy je ma.
Lecz nie wszyscy wiedzą, skąd, i kto je dał.
Jak one pracują, to też dziwna sprawa.
No bo skąd wiedzą która lewa lub prawa?
Gdy prawa chce iść lewa musi czekać.
Ale zaraz po tym, musi iść, nie zwlekać.
Bo gdyby się np troszeczkę spóźniła
Taka sytuacja by nas wywróciła.
Dlatego też podziwiam obydwie me nogi.
Szczególnie gdy pokonują kilometry drogi,
Nigdy też nie słyszałem by się kłóciły.
że mam tego dosyć, że nie mam już siły.
Obie zgodnie dźwigają cały ciężar ciała.
I żadna nie mówi że już by nie chciała.
Wrócę do Polski
Wrócę do ziemi, skąd mój ród, by kości moje złożyć.
Całego życia mego trud u stóp jej chcę położyć.
Bo to ona jest matką mą, to ona mnie karmiła,
więc muszę zawsze kochać ją, bo dobra dla mnie była.
Choć czas depresji smutno trwał, to ona dni barwiła,
jej głos mi w szumie trawy grał, muzyka jej wciąż miła.
Przed majestatem kraju mego dziś nisko chylę czoło,
pamiętam piękno lasu swego i zieleń wszędzie wkoło.
U stóp ojczyzny mojej miłej składam życia trud,
by płaszczem swoim mnie okryła,
wracam, do ziemi skąd mój ród.
-Zbigniew Arkadiusz Wdowiak
Wiersz napisany w USA